Newsy i Wydarzenia

2-4 czerwca 2017: Wiccański Weekend Węsiory 2017

stale: Zapisz się na newsletter o wydarzeniach i o nowościach na stronie

drugi czwartek każdego miesiąca: Spotkania wiccańskie (wiccanka) w Gdyni

do uzgodnienia: Spotkania indywidualne w Warszawie

zobacz wszystkie »

Nowości na stronie

16 czerwca 2017 Dodane lektury po polsku i po angielsku

28 maja 2017 W lekturach po angielsku nowa lektura i progresywnie dodawane zdjęcia okładek

4 maja 2017 Dodane wydarzenie

22 stycznia 2017 Nowy tekst, nowelka o Trzech Brigitach

6 listopada 2016 Dodane dwie lektury po angielsku

zobacz wszystkie »

Kilka słów o:

Tematem tej strony jest wicca, neopogańska inicjacyjna religia misteryjna (inicjacyjna... więcej »

Dziękuję twórcy grafiki oraz Arimowi, twórcy silnika strony.

Relacje z Wiccańskich Weekendów Węsiory 2015 i 2016

Wiccański Weekend Węsiory to imprezy organizowane przez czwórkę wiccan z trzech różnych kowenów i dwóch różnych tradycji. Gdzie dwoje wiccan, tam według powiedzenia trzy opinie, więc przy czwórce powinno być sześć opinii, ale nam jakoś udało się bez problemu przeprowadzić imprezy w 2015 i 2016 roku. Poniżej relacje uczestników.

Wiccański Weekend Węsiory 2016

Alchemik

Powitał mnie ulewny deszcz, strugi deszczu, i ów żywioł wody towarzyszył mi jakoś szczególnie. Niemal za każdym razem, gdy zgodnie z wyznaczonym mi zadaniem miałem rozniecić ognisko, z nieba spadały krople.

Celebrację najkrótszej nocy w roku poprzedziły warsztaty na temat geomancji (dla mnie wszystko to, co miał do powiedzenia Velkan było porcją wiadomości na nieznany mi wcześniej temat), wprowadzenia do run (Albruna z pasją dzieliła się swoją wiedzą na ten temat) i Enenny, dotyczący użycia masek rytualnych (bardzo twórczy; wiedzę praktyczną z radością zastosuje po powrocie do domu).

Pod wieczór wszyscy uczestnicy przepasali się bylicą, a na skroniach zagościły misternie plecione całe popołudnie wianki. Wspólny rytuał przy ogniu (ach te słowiańskie klimaty, i jeszcze skoki przez ognisko) wraz z towarzyszącym mu spiralnym tańcem (opisanym przez Starhawk w "Tańcu Spirali", wyd. pol.: Londyn 2016)  oraz późniejszy barwny korowód wiodący nad Jezioro Długie, tuż przy kamiennych kręgach, wspólne oczyszczenie w blasku księżyca (srebrna tarcza tak nieziemsko odbijająca się w wodzie) i puszczanie wianków na wodzie były dla wszystkich niezwykłym przeżyciem. Wieczór zakończyła wspólna zabawa i śpiewy pogańsko-słowiańskie  przy rytualnym ognisku.

Na rozbudzenie po nocnym rytuale Marcin wprowadził niewtajemniczonych w niuanse ezoterycznej kabały, pokazując przy okazji, podobnie jak we wrześniu, praktyczne ćwiczenia medytacyjne.

 

Wiccański Weekend Węsiory 2015

Nataliia

Krajobraz cichej wioski, ukrytej w lasach, jezioro z miejscowym Stonehenge na brzegu i około dwudziestu osób, które przybyły ze wszystkich zakątków rozległej Polski. Krótki program opublikowany wcześniej zainteresował mnie, ale nie miałam wielkich oczekiwań. I niesłusznie, bo to, czego doświadczyłam, było więcej niż wspaniałe.

Pierwsze wrażenie, które zwykle jest powierzchowne i złudne, nie rozczarowało – pseudogocka “forteca” wyglądała gościnnie. Miejsce gdzie odbywały się warsztaty było udekorowane starannie i z miłością. Zatem atmosfera od samego początku zachęcała do rozluźnienia się i poznawania innych uczestników. I nie było czasu się nudzić – wykłady zaczęły się wkrótce.

Inicjowana wiccanka Albruna przywiozła połowę swojej kolekcji ziół, żeby opowiedzieć o roli roślin w magii. Nieco faktów historycznych, odwołania do literatury i do własnego doświadczenia złożyły się na półtorej godziny zniewalającej opowieści. Na koniec polecona została niezbędna literatura i poczułam silne pragnienie wcielenia nowej wiedzy w życie gdy tylko wrócę do domu.

Po przerwie uczestnikom zaproponowano spotkanie z żywiołami. Marcin, który został inicjowany razem z Albruną, postanowił oprzeć swój wykład na medytacji. Proste wprowadzenia do każdego z czterech żywiołów pomogły uczestnikom wejść w odpowiedni nastrój, a potem z zamkniętymi oczami odbyć głęboką wyprawę po własne odczucie tych mocy. Marcin mówił pewnym głosem, gdy inni eksplorowali swoje wewnętrzne wszechświaty, a relaksująca muzyka tworzyła medytacyjną atmosferę. Było to prawdziwie czarujące doświadczenie.

Chcę podkreślić, że wszystko zostało bardzo wygodnie zaaranżowane – poczynając od kawy i herbaty towarzyszących wykładom po przytulne pokoje hotelowe. I jedzenie nie było wyjątkiem – miejscowa restauracja proponowała wyśmienite menu zarówno dla mięsożerców, jak dla wegetarian.

Po lunchu dobrze znana w Polsce wiccanka Enenna mówiła o medytacji, transie i wewnętrznym znaczeniu Rzemiosła. W miarę jak zmierzch stopniowo nas obejmował, coraz bardziej pogrązaliśmy się w tematy mistyczne. Próbowaliśmy zbliżyć się do zasłony tajemnicy, zasłony, przy której światło i ciemność spotykają się w doskonałej równowadze. Prawdę mówiąc, ta dyskusja zamąciła mi w głowie i zostawiła wiele pytań, więc obudził się we mnie badacz.

Niestety, nie udało nam się porozmawiać o tańcu i nie mieliśmy czasu na praktykę, bo pełnia księżyca w końcu pojawiła się na wysokim jesiennym niebie.

Po krótkim przygotowaniu zebraliśmy się wokół ogniska by świętować równonoc, błogosławić i być błogosławionymi. Prosta ceremonia zawierała elementy klasycznego rytuały z inwokacjami i posiłkiem. Po głównej części rytuału uczestnicy tworzyli wieńce i śpiewali. Jedno po drugim byli zabierani do labiryntu ze świec, w którym mogli otrzymać odpowiedzi w swoich sytuacjach, i opuszczali przestrzeń, niosąc runę z podpowiedzią. Resztę wieczoru spędzono na rozmowach o wszystkim i śmiechu w uduchowionym towarzystwie. Ludzie powoli, kolejno opuszczali krąg by powitać Morfeusza, i w końcu pękaty księżyc został sam.

Następny poranek przyniósł nam mnóstwo słońca i  leniwy niedzielny nastrój. Wiccanin Velkan postanowił mówić o świecach – jednym z najważniejszych narzędzi w magii. Dyskusja była wyjątkowo praktyczna i przyniosła dziesiątki rad. Uczestnicy dzielili się swoim doświadczeniem, a pożyteczne książki krążyły między rzędami uczestników.

I wreszcie przyszedł czas na zabawę. Miejscowi zorganizowali sesje trzech różnych rzemiosł: garncarstwa, koszykarstwa i łucznictwa, do wybory. Okazało się to wspaniałym doświadczeniem – było tak przyjemnie stworzyć coś własnymi rękami, bez względu na to, czy to koszyk na grzyby czy droga strzały do celu, przedmiot czy proces jest zawsze częścią działania i tak cudownie oddawać się mu z miłością i pasją.

Ostatnią częścią była wycieczka do kamiennych kręgów. Przewodnik nie powiedział wiele o samych kręgach, ale historia Gotów od początku do końca została przedstawiona ze wszystkimi możliwymi szczegółami. W kamiennych kręgach tłoczyli się turyści i ludzie zainteresowani sprawami ezoterycznymi (demonstrowali to dość dramatycznie). Ale ten starożytny cmentarz o zachodzie słońca wygląda niezwykle czarująco, a nawet przyjaźnie.

Nadszedł czas powrotu do domu, powrotu do domu z cudownymi wrażeniami i cichą radością, którą trudno podzielić się z kimś, kogo tam nie było. Te dwa dni poza codziennym życiem okazały się bezcennym prezentem na równonoc i teraz z zapartym tchem czekam na następne spotkanie,

Naprawdę nie mogę znaleźć nic, na co bym narzekała. Jedyne, co można było poprawić, to ramy czasowe. Brakowało mi trzeciego dnia. I czas na wykłady nie był odpowiednio wyliczony - mówcy albo spieszyli się, albo nie mieli okazji omówić wszystkiego co chcieli. Ale trudno ułożyć się z Chronosem, chociaż nigdy nie przestajemy próbować.