Newsy i Wydarzenia

6 maja 2017 r.: Spotkanie w Zamościu

2-4 czerwca 2017: Wiccański Weekend Węsiory 2017

stale: Zapisz się na newsletter o wydarzeniach i o nowościach na stronie

drugi czwartek każdego miesiąca: Spotkania wiccańskie (wiccanka) w Gdyni

do uzgodnienia: Spotkania indywidualne w Warszawie

zobacz wszystkie »

Nowości na stronie

4 maja 2017 Dodane wydarzenie

22 stycznia 2017 Nowy tekst, nowelka o Trzech Brigitach

6 listopada 2016 Dodane dwie lektury po angielsku

7 października 2016 Dwa nowe wydarzenia

17 września 2016 Dodane wydarzenie i nowy artykuł

zobacz wszystkie »

Kilka słów o:

Tematem tej strony jest wicca, neopogańska inicjacyjna religia misteryjna (inicjacyjna... więcej »

Dziękuję twórcy grafiki oraz Arimowi, twórcy silnika strony.

Wiccanka w Licheniu

Od zawsze pociągały mnie rzeczy dziwne. Ta cecha zaprowadziła mnie do wicca i gnała po świecie. Upodobanie do dziwności sprawiło, że od kiedy przeczytałam “Semiologię życia codziennego” Umberto Eco marzyłam o wycieczce do Stanów szlakiem gabinetów figur woskowych odtwarzających życie Jezusa i biblijnych parków rozrywki. Nie potrzeba mi jednak mitologicznej amerykańskiej prowincji. Największe cuda mam prawie pod nosem. W Licheniu!

 

Podobno w Licheniu Matka Boska objawiła się na drzewie. Mamy tam też cudowne źródełko. Mogłabym dowodzić, że tak naprawdę chodziło mi o zwiedzanie miejsc kultu Bogini. Prawda jest jednak taka, że pojechałam się rozerwać, spodziewając się kiczu i szokujących widoków. Pragnęłam spacerować po Licheniu i napawać się swoją odmiennością.


To pragnienie spełniło się od razu. W zwykły dzień sanktuarium pełne było ludzi starszych i ubogo ubranych. Wielu z nich było niepełnosprawnych. Przypominało mi to kolejki w szpitalu ortopedycznego. Jeżeli nawet trafiały się z rzadka osoby młode, nawet pary, to ubrane były turystycznie. Moje obcasy stukały nieprzyjemnie po marmurach. Próbowałam iść ciszej, ale prawy obcas wciąż stukał jak szatańskie kopytko.


Wycieczkę zaczęłam od starego sanktuarium, kościoła św. Doroty. To skromna świątynia, jakich w Polsce wiele, i nie stukałam tam za bardzo. Po wyjściu znalazłam się na terenie pełnym wskazówek: do źródełka, do Golgoty, do centrum informacji maryjnej, do toalety. Zaczęło to już przypominać Luwr albo Tower, albo Disneyland. Z ciekawością podążyłam na Golgotę, o której wiele słyszałam.


Górę głazów wieńczył krzyż, pod którym kręcili sie pątnicy, którzy dotarli na szczyt. Taki mały Giewont. Podjęłam wędrówkę. Skojarzenia z Zakopanem nasiliły się, chociaż nie była to góra naturalna - to był  to marsz po skalniaku bez roślin. Nad szlakiem umieszczono tablice ze stacjami Drogi Krzyżowej, kolorowe i w duchu prymitywizmu. To dopiero początek. Dalej pojawiły się rzeźby. Charakterystyczne dla sztuki naiwnej żywe kolory, kiepskie proporcje i dosłowność rzeźb wywoływała we mnie odrazę. Słyszałam, że w jednej z grot na Golgocie można znaleźć wizerunek Jerzego Urbana w tłumie grzeszników. Nie znalazłam, ale spokojnie mógł tam być. Groty na Golgocie mogą być rodzajem czasowych wystaw, przedstawiających aktualne problemy etyczne. Na przykład? Czytelnik może się już domyśla. Ja się nie domyślałam. Wchodząc do “Groty Dzieci” spodziewałam się jakichś obrazków w stylu UNICEF, śpiewających dzieci różnych ras. Zastałam: miniaturowy nagrobek, pogrążone w rozpaczy ciemne postaci oraz apel: “Nie zabijajcie mnie! Mamo, tato, doktorze, siostro, wujku, sąsiadko”. Nie żartuję. “Sąsiadko”.


Estetyka Golgoty była do bólu dosłowna. Grzechy przedstawione były jako ciężkie worki. Siepacze Rzymu mieli twarze małpoludów. Dobro na tym tle było tylko mniej brzydkie. Nie biło batami, nie krzyżowało, i chyba za to należała mu się wdzięczność. Na Gologotę można wchodzić specjalnymi schodami, po których ruch odbywa się tylko na kolanach. Tego czynu dokonywały starsze panie. Kiedy stawały wreszcie u szczytu, musiały czuć szamańską ekstazę - wymęczone, wycierpiane, czuły brak bólu jako łaskę. Ciepisz, cierpisz, ale kiedyś przestanie boleć. Golgota daje ulgę, ale nie daje nagrody na tym świecie.


Ideologia Gologoty jest mi obca., jednak sam pomysł duchowej wspinaczki uważam za pogański. Współprzeżywanie historii z głównym bohaterem może być terapeutyczne. Na warsztatach ze Starhawk uczestnicy przeżywali wydarzenia z baśni. Rytuał może zawierać dramat rytualny o kole roku. Zamiast czytać o czymś, warto to odtworzyć - ciało i serce rozumieją wydarzenia inaczej, niż rozum. Dlatego są ogrody medytacyjne w Glastonbury, dlatego chodzi się po labiryntach, dlatego wchodzi się na Golgotę. Techniki mamy podobne.


Zeszłam w Golgoty zadowolona. Minęłam sklep z pamiątkami połączony z lodziarnią oraz bar pielgrzyma, z którego powiało bardzo tradycyjnym zapachem polskiego jedzenia. Zdałam sobie sprawę, że nie czułam tego zapachu przez długie lata. Wegetariańsko to tam nie gotowali. Skansen.


Do obejrzenia pozostała największa część kompleksu, czyli bazylika.


Wiele słyszałam o jej rozmiarze i braku gustu. Oto pojawiła się przede mną: duża, jak w Rzymie, barokowa, jak w Rzymie, nie w moim guście, jak cały Watykan, ale trzymająca się katolickiej konwencji i przez to znajoma. Na placu przed bazyliką trwały drobne prace wykończeniowe. Fontanna jeszcze nie działała. Wycieczki przekrzykiwały się gwarą, jaką słyszałam tylko w kabaretach. Przemierzyłam plac, schody i wkroczyłam do świątyni.


Wewnątrz czekało barokowe złoto. Witraże. Rzeźby. Masa przestrzeni - tu głos Pussy Riot zaginąłby bez nagłośnienia. Rzędami stały wielkie, złote kandelabry z serafinami. Zbliżyłam się, żeby spojrzeć im w twarze. Ich twarze były identyczne, spod sztancy. Nie było tu jednak nic, co by oburzało, śmieszyło, szokowało. Stuk, stuk, stukały moje kopytka po marmurze, ale piorun we mnie nie trafił. To był kościół, jakich wiele. Może trochę nowszy.


Oprócz samej przestrzeni, w której odbywają się nabożeństwa, bazylika okazała się mieścić dodatkowe sale boczne, balkony, galerie i sale podziemne. Tam znaleźć można tabliczki z nazwiskami fundatorów. Uderza, że wielu z fundatorów to emigranci. Kosciół polonijny trzyma się mocno. W podziemiach mieści się szereg kaplic skromniejszych i nowocześniejszych niż tzw. kościół górny, oraz coś w rodzaju sali wystawowej. Wystawa przedstawia, jak można się domyślić, najdonioślejsze momenty polskiej historii.


Jakie to momenty uważasz za najdonioślejsze, Czytelniku/Czytelniczko? Powiem Ci, co widziałam w Licheniu. Ksiądz Popiełuszko, tak, ale również budowa Portu w Gdyni. Wizyta Papieża w Polsce i “oblicze ziemi, tej ziemi”, a zatem i Solidarność. Kopernik i Maria Curie - Skłodowska. Przystąpienie Polski do Unii Europejskiej: “To był obowiązek tego pokolenia”.  Paweł Włodkowic wygłasza traktat o prawach człowieka do wolności wyznania: “Pierwsza obrona praw pogan do posiadania własności, władzy i suwerennych państw”.


Zachwyciło mnie, że w Licheniu, uważanym przez niektóych za synonim katolickiego ciemnogrodu, znalazłam przesłanie o wolności religijnej. Pojechałam się natrząsać i znalazłam wiele, z czego mogłam się śmiać. Znalazłam wiele brzydoty i prymitywizmu, wiele dosłowności bijącej po oczach i braku miejsca na refleksję. Znalazłam katolicki Disneyland, kościół biedy. Znalazłam też żywą religię, która ma w sobie tyle siły, by zebrać fundusze osób indywidualnych na budowę ogromnej barokowej budowli, i tylu wyznawców, by gmach zapełnić.  Znalazłam więc kościół bogaty i kochający rozmach. Znalazłam wreszcie kościół dolny, a w nim wartości wspólne Polakom bez względu na wyznanie, oraz wezwanie do tolerancji wobec pogan. Siła wyższa dała mi znak.


Przed wyjazdem obeszłam jarmark pod kościołem, z butelkami w kształcie Matki Boskiej za 2,50 PLN do 3,50 PLN i plastikowymi karabinami. Zabrałam ze sobą butelkę wody ze świętego źródełka i łańcuszek. Święte źródło to święte źródło, a co na łańcuszku powieszę, to już mój wybór.